Dodaj do Ulubionych      Ustaw jako stronę startową      Strona Główna      De Rauw-Sablon      Kontakt
Hodowcy Zachodni
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT

Powrót do menu

CENTRUM HODOWLANE prezentuje


ALBERT MARCELIS

Ze swoimi 86 latami jeszcze był na szczytach popularności. Sięgał po szczytowe osiągnięcia w swoim kraju. Jeszcze niedawno zdobył swoimi gołębiami w 2004r. 2-narodowego MISTRZA BELGII w sprincie. Dawniej był laureatem „Złotego Gołębia” w 1982r. Miał olimpijczyka w Porto w 1985r. 1 narodowego MISTRZA BELGII w krótkich dystansach w roku 1996. 3 narodowego ASA w sprincie, 3 narodowego MISTRZA BELGII w sprincie w 2001 r. W roku 1995 i 2002 zdobył tytuł Mistrza prowincji krótkich lotów. W 2003 roku następny tytuł 3 MISTRZA BELGII KBDB na krótkich trasach. W tym też roku jego gołębie zdobyły 1,2,3,4 i 5 Asa Belgii czasopisma „Duivensport”.





Albert Marcelis niestety już nie żyje. Mieszkał w miejscowości Brecht. Miał na swoim koncie zdobytych ponad 1000 pierwszych konkursów i uprawiał nasz sport w super stylu ponad pół wieku. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że osiągał lepsze wyniki niż Bracia Janssen w latach 60. W wieku 81 lat zdobył jeszcze narodowe mistrzostwo kraju. Poza tym jego gołębiami hodowcy w całej Europie odnosili spore sukcesy.

Hodował 3 linie gołębi. Pierwsza linia wywodziła się z gołębi Bricoux i w latach 50 osiągał nimi „złote nagrody”. Do dzisiaj jeszcze te czerwone i płowe ptaki noszą tą krew. W wieku produkcyjnym pracował jako policjant w Antwerpii i obowiązki opieki nad hodowla rano i w południe miała żona.

Druga linia pochodziła z gołębi Hofkensa. Tu na uwagę zasługuje „Gust” B-83-6061817. On był i dobrym lotnikiem ale też i wydał sporo doskonałych gołębi.
Oto jeden z przedstawicieli tej linii, „Witpen Hofkens B-93-6565720 Początkiem 3 linii stała się samica od Braci Janssen. Była to B-85-6393758, córka „Bange” z 80 r. Ptaki te stanowiły też razem parę. Dała on wiele doskonałych lotników i gołębi rozpłodowych. Wspomnieć tu należy o „Duży Gust” B-91-6438770 z 85 konkursami do roku 1996. Drugim był „Mały Gust” B-91-6438769 z 84 konkursami do 1996r. Dalej „Witpen Hofkens” B-93-6565720 z 51 konkursami i „Junior” B-94-6567156 z wieloma czołowymi konkursami. Wszystkie te samce doczekały się miejsca w gołębniku hodowlanym.



Okazałe sukcesy


Niewątpliwie podstawą dobrych wyników jest dobre stado rozpłodowe. Tu królował „Smalle” B-88-6271398 z 9 pierwszymi konkursami, a w 1990 roku 1 narodowy lotnik pisma „DE REISDUIF”.



Do pary miał dobraną przyrodnią siostrę „de Rood Wringer” B-93-6565708, której ojcem był 2 podstawowy gołąb „Wringer” B-87-6086634 określany jako CZERWONE ZŁOTO. Sam wygrał 6 x 1 konkurs.



W gołębniku hodowlanym było kilka ich synów i córek. Najbardziej znanym był syn „Smalle” - „Geeloog” B-90-6426439 z 15 pierwszymi konkursami.


W sumie „Geeloog” zdobył 97 konkursów z czego 51 w pierwszej 10-tce list konkursowych. I jego potomstwo trafiło do hodowli. Każdy gołąb jednak, aby się dostać w to miejsce musiał się wykazać wieloma latami z sukcesami w gołębniku podróżnym. Ostatnim przykładem takiego postępowania był „Sprint” B-97-6549507.



W 2 latach wylatał on 11 razy pierwszy konkurs i był 5 Asem na krótkich trasach w Belgii w 2000r. Był też kandydatem na olimpiadę do Kapsztadu. „Co się odwlecze to nie uciecze „. Już 2 lata później był 1 gołębiem olimpiady w kat. „A” w Lievin w 2003 roku. W sumie zdobył 22 x 1 konkurs, a w 2003r. zdobył 3 Asa Belgii krótkich dystansów. Zmienił się też właściciel, którym został młody przyjaciel Alberta Marcelisa, Eric Berckmoos. Jeszcze jedno zdjęcie tego wybitnego gołębia ( poniżej).



Po śmierci Alberta Marcelisa część gołębi właśnie on przejął. Od Marcelisa ma około 90% gołębi i również uzyskuje bardzo dobre wyniki na arenie krajowej.

Metoda lotowania

Lotowanie odbywało się metodą wdowieństwa klasycznego. Samce przed lotem krótko (5 minut) widziały się z samiczkami. Po locie pozostawały do czasu rozdzielania około 1 godziny. Treningi trwały po 1 godzinie rano i wieczorem. Dla roczniaków plan przewidywał około 10 lotów. Żądania wobec nich były mniejsze. Na zimę w gołębniku zostawały tylko te ptaki , które osiągały 80 - 90% konkursów i to musiały być konkursy czołowe.
Parował gołębie 10 grudnia i hodował 60 młodych tak z gołębi podróżnych jak i hodowlanych. Gołębie lotowe były następnie rozdzielane i ponownie łączone końcem marca. Po 6 dniach wysiadywania jaj następowało ponowne rozdzielenie. W środku kwietnia gołębie już były lotowane z takich miejscowości jak Noyon (225 km) i Quievrain (120 km).

7 dni przed lotami ptaki były kurowane przeciw „żółtemu guzkowi” przy zastosowaniu Ridsol S. Poza tym trzymał się Natury, dużo światła, powietrza i słońca. Ta zasada pozwalała nawet u starych gołębi hodowlanych utrzymać wysoką witalność. Zimą stan stada liczył 18 par rozpłodowych i 22 pary wdowców.
Liczyły się tu głównie czołowe konkursy. Gdy Albert Marcelis miał 70 lat, miał zdobyte ponad 1000 pierwszych konkursów.


Receptą na sukcesy wg Marcelisa było hodowanie gołębi , oparte na gołębiach sprawdzonych w lotach. Uważał jednak, że dobre lotniki są najczęściej na początku tumanami. Ptaki te długo się rozwijają i najczęściej już bardzo dobrze latają od 2 latka. Później jednak stają się coraz lepsze. Najlepszym dowodem na to był jego „Geeloog”.
Dziś od młódków już wymaga się sukcesów. Roczne są trochę gorsze, a jako starsze, już nie ma z nich pożytku. Marcelis nie miał nigdy cierpliwości do lotowania młodymi , gdyż całą radość przynosiła mu gra gołębiami starymi. Kiedy młody był dobrego pochodzenia i dobrze się rozwijał nie musiał być lotowany w roku urodzenia.

Wdowcy, jak tylko słońce wstawało około 7 rano latały wokół gołębnika 45 minut. Przez otwarte okna wlatywały go gołębnika i około 8 rano otrzymywały trochę drobnych nasion. Karmienie właściwe odbywało się o godz. 9. O godz. 16 znowu wdowce wylatywały do godzinnego treningu. Po treningu otrzymywali po łyżce mieszanki dietetycznej i pół łyżki dobrej karmy. Wieczorem jadły mieszankę oczyszczającą w ilości nieograniczonej. We wtorek wieczorem otrzymywały wdowce 50% mieszanki dietetycznej i 50% mieszanki sportowej. W środę wieczorem już 100% mieszanka sportowa. Karmienie takie trwa do dnia wkładania. W południe zawsze ptaki otrzymywały odrobinę drobnych nasion albo do celi albo z ręki hodowcy. Po karmieniach głównych ptaki były zawsze obserwowane. Jeśli było widać, że jeszcze miały chęć do jedzenia, taką możliwość miały we karmniku na podłodze. Dodatkiem była zawsze mieszanka dietetyczna. Dojadanie jednych ptaków wprawiało w apetyt inne.









ALBERT MARCELIS: patriarcha krótkich dystansów

Ebernhard Siemer „Die Brieftaube” 51/1998r.



Albert Marcelis. Belgijska skała. Urodzony w 1915 r. W 1997r. Belgijski Mistrz Krótkich dystansów!

Brecht! Gdzie to leży? Najpierw nie wiedziałem ja także. Tak wiele miejscowości jest w Belgii, przepełnienie małych miejscowości, tak, że można się pogubić. Tylko szczegółowa mapa tu pomogła. Przy moich pierwszych odwiedzinach miałem znaleźć drogę na Schotense Steenweg.

Dwójka starszych ludzi stała w cieniu, który rzucał potężny mur kościoła na bruk z kamienia polnego, oddawali wiejski charakter. Pomyślność i ból, dobrzy i mniej dobrzy ludzie z bliskich i dalszych krewnych lub znajomych. Posąg , przysłuchujący się w ciszy, stojący w niszy grubego, bardzo grubego muru, plotek o obojgu mieszkańcach wioski.

Marcelis? Wymieniłem jego nazwisko z zainteresowaniem – pouczyli mnie jak dojechać do domu 96. Łatwo znaleźć po szarym domu. Dojeżdżam w niedzielnym tempie opisaną drogą i znalazłem łatwo, zwłaszcza gołębnik, który został wybudowany jako ogrodowy, był dla mnie jednoznacznym punktem. Położony na środku dużego trawnika w tle drzewa, wszystko promieniuje spokojem jak gdyby czas tu się zatrzymał. Do tego jeszcze nastrojowe powitanie wesołym nuceniem rudzika, wysoko na szczycie jodły.



Codziennie, samotnie chodzenie po schodach. Kiedy jeszcze nadchodzą sukcesy tak można „narysować” Alberta Marcelisa. Proces starzenia się idzie jednak dalej.


Albert Marcelis patrzył na mnie oczyma z uprzejmej twarzy, spokojnie czekając, jak wysiadałem z auta i kroczyłem ku starszemu Panu, który akurat był na drodze z gołębnika do domu. Uścisnęliśmy sobie dłonie. Określiłem swoje życzenie i Albert wyjaśnił krótko – „ w międzyczasie” i zaprosił mnie do domu. Zająłem miejsce przy starym gazowym piecu. Albert odkręcił kurek od gazu i coś jeszcze a zbawienne ciepło rozeszło się natychmiast w małej przestrzeni mieszkalnej. Moje spojrzenie powędrowało po pokoju. Na ścianie wisiały obrazy, które dokumentowały wielkie sukcesy przez długie lata małżeństwa Marcelis w sportowej karierze. „Geeloog”, „Vale Pen”, „Donkere 12”, narodowe szarfy przypominające „Narodowy Championat Krótkich Tras” i inne w jego 81 roku życia. Koronują więcej niż pół wieku trwającej, nadzwyczajnej kariery hodowcy gołębi pocztowych. Rok wcześniej zdobył tytuł „Prowincjonalny Champion Sprintu”.
”Stare ale złote”- gdzie znajduje się lepszy dowód, jak nie tu w Brecht u Alberta Marcelisa.
Moje oczy wędrują dalej poprzez przestrzeń i pozostaje zdumienie tego obrazu. Młoda, ładna fotomodelka, śmieje się z obrazu w przestrzeń. Wyniośle, z filuternym uśmiechem na twarzy Albert opowiada, że to jest jego wnuczka. Ona pracowała w Paryżu jako modelka. Musiałem zamyślić się i znowu przeszliśmy do tematu gołębi. Sukcesy tego gołębnika spowodowały mój plan wyjazdu.

Więcej niż pół wieku gra ten gołębnik w super stylu.

Ponad 1000 pierwszych konkursów stoi na koncie sukcesów, wywalczonych w najróżniejszych mistrzostwach. Gołębie wygrywały pieniądze co umożliwiło małżeństwu Marcelis finansowanie dzieciom doskonałego wykształcenia. Gołębie pocztowe mają ważny wpływ na życiorys Alberta Marcelisa. Posłuchajmy, porozmawiajmy i zachęćmy do rozmyślań.
Rodzice Alberta nie byli ludźmi wymagającymi. Ojciec zarabiał pieniądze jako prosty robotnik rolny. Albert (1915r.) był 3 z 8 dzieci u Marcelisów. Urodził się w Beerse. Natychmiast po ukończeniu szkoły podstawowej musiał on także jako robotnik zarabiać pieniądze i pomagać utrzymywać rodzinę. Dni robocze były długie, wypoczynek i odprężenie w ciągu wolnych niedziel trwały krótko. Jako 13 letni chłopiec wybudował prymitywnymi środkami gołębnik bezpośrednio nad kurnikiem. Zaletą tego było, że gołębie jadły ten sam pokarm razem z kurami i piły z tego samego naczynia wodę. To, że gołębie mogły chorować, nikt nad tym wtedy się nawet nie zastanawiał, a teraz?


Nie trwało to długo gdzie Albert mógł w swoją wolną niedziele jako hodowca bawić się gołąbkami.

Szczęście, przypadek, los – lub zmysł urodzonego znawcy? Albert kupił za 20 pfenigów (!) gołębia holenderskiego z lotu. Dalszy ptak, też z lotu, który jako młody szukał pokarmu między kurami, został uznany za dobrego. Dwie czarne samice przyniósł od swego brata. Uchowali z tych 2 par kilka młodych i wszystko z nich było przeznaczone do lotowania; były dobre. To „z zasmarkanym nosem Marcelis” grał faktycznie koncertowo, grał i odnosił pierwsze sukcesy. Nieżyczliwość i zazdrość zagrały tu rolę, jak starsi przegrywali z malcem Marcelisem, kwestionowali holenderskie gołębie z lotu. I co zrobić?! Strach siedział w członkach, chłopiec był wystraszony. Oba samce powędrowały do kuchni.
Był przecież narybek i co: po kilku próbach, 2 gołębie zostały zakoszowane w Vosselaar na lot z Noynu (230km). Albert postawił 74 franki na oba gołębie i przyszedł dzień, w którym wygrał bajeczną na ówczesne czasy sumę1.028,50 franków. 4 i 9 konkurs zdobyły oba te gołębie i ustanowiły go jednego z najbogatszych młodych ludzi w Beerse. Zarabiało się wtedy przeciętnie 4 franki na godzinę (około 20 pfenigów).
Albert ożenił się w październiku 1940 r. Trzymanie gołębi w czasie II wojny światowej zostało zakazane. Wielu zwolenników sportu spróbowało, jak najlepsze gołębie przechować?


Bezwarunkowe, sprawdzające spojrzenie. Trzeba jednakże wiedzieć, na co się patrzy. Każdy hodowca ma tu swoje własne znaki.

Niewdzięczne zadanie dostała żona Alberta - Wieza, miała dostarczyć gołębie. Dostarczyła gołębie jednak bez 2 najlepszych par. Przyszło co miało przyjść, akcja się nie powiodła. Albert musiał zastanowić się nad tym posunięciem. Ustanowiono mu 16 dni przymusowego więzienia.
Kilka lat później gołębie pojawiły się znowu. Był to nakrapiany samczyk, który wrócił z niewoli i został nazwany „ Jeńcem wojennym”. Sparowany z czerwoną, czystej krwi Bricoux. Z nich uchował kilka ptaków, które stały się jego „pieczątką” w drużynie Marcelisa. Jeśli czerwony kolor jest jeszcze do dzisiaj to za przyczyną właśnie tej pary. Musi tak być, gdyż Albert dodawał później znowu gołębie o czerwonym upierzeniu.
Po przeprowadzce mieszkaniowej do Merksem Albert spróbował 100% Janssena. Z wnuczką „Jeńca wojennego” wyhodował wiele doskonałych gołębi podróżnych.

W tym czasie w sporcie gołębiarskim była metoda gniazdowa.

Dobrze sobie Albert przypomina jak jego „Ciemną samiczkę.”
Ona wygrała 4 pierwsze konkursy. Jednak zawsze wtedy gdy ona w piątek złożyła drugie jajko. Więc ze świeżych jajek. Przypadek? Szczególna motywacja?
Albert zestawiał pokarm gołębiom sam. On musiał ( kupując od chłopów) mieszać pojedyncze gatunki nasion. Były to fasolki, grochy, pszenica i kukurydza. Woda w pojnikach była stale świeża, studzienna. Aviol! Tak to dodawano do wody już wtedy. Ten środek dezynfekcyjny jest także dzisiaj, jeszcze na bazie jodu, Albert mówi, że to środek niezawodny.
Tu nastąpiła dalsza przeprowadzka. Teraz Antwerpia. Z opowieści Alberta Marcelisa wynika, że to dobra faza, z następnymi sukcesami w jego przypadku. Siedmiu synów „Janssena” i wnuczki „Jeńca wojennego”, spowodowały na terenie Antwerpi czas furory. Wszystkie wygrały przynajmniej 1 pierwszą nagrodę na różnych lotach. „Pasza” wygrał jako roczniak 3 pierwsze i 5 drugich nagród. Jako 2 latek znowu ładnie leciał. Zdobył 3 następne pierwsze miejsca i kilka szczytowych.

Albert chętnie przypomina sobie następujące zdarzenie:

Maurits Bonte, ówczesny pierwszy przewodniczący prowincji Antwerpia, kupił 2 lęg młodych u Marcelisa. Później, na wspólny lot koszowali Marcelis i Bonte wspólnie swoje gołębie. Nagrody honorowe i „grube” pieniądze poszły w ręce Marcelisa i Bonte. Pierwsze 15 konkursów zostały zdobyte przez gołębie Marcelisa.
Szczęśliwy uśmiech przemknął przez oblicze Alberta, wróciło jego zadowolone spojrzenie. Nie było tu żadnego śladu zarozumiałości. Wdzięczność można odczytać z jego twarzy. Jego żona Wieza prawie wyłącznie obsługiwała gołębie. Ona czyściła lepiej gołębniki niż robił to Albert. Ona była tą, która robiła przez to pieniądze by dzieciom umożliwić wykształcenie. Gołębie pocztowe, o które się troszczyli pozwoliły rodzinie Marcelis przynieść jakość życia na wysoki poziom!




Głowa „Geeloog”. On formalnie ma w wynikach 84 nagrody, w tym 15 x 1 konkurs

Czas antwerpski był już czasem wdowieństwa.

Dwanaście (!) Samczyków było parowane w połowie lutego. One odchowywały po 2 młode i kiedy w 2 lęgu siedziały 6 dni na jajkach przechodziły na wdowieństwo. 2 czy 3 stopniowa metoda karmienia wówczas nie była tematem. 1 x w tygodniu gołębie otrzymywały herbatę własnej produkcji.

Trichomanioza? Przecież to był wówczas już problem. Produkt „Flagyl”, z ludzkiej medycyny został stosowany 2 x w roku w odpowiedniej ilości wody i leku na gołębia.

Antwerpski czas sukcesów:

1 i 2 konkurs przeciw 275 gołębiom 20.04.69r. Dwa tygodnie później 2,3,5,6,8 i 31 ze 6 gołębiami przeciw 310 przeciwnikom. Znowu 1 i 2 albo 1,2,6,8,13 miejsce na liscie konkursowej przy 6 koszowanych gołębiach. Można byłoby tu zaprezentować z tuzin podobnych wyników w 1969 r. i dalsze bajeczne wyniki.



Spartańsko prosty w budowie jak u wielu belgijskich zwolenników sportu, gołębnik wdowców. Jeszcze trójkątne siodełka, wiszą koło cel, są do dyspozycji.


26 pierwszych miejsc, średnio 22 na rok. To stało się najbardziej oczywistą rzeczą dla konkurencji. Mistrzostwo, mimo wielokrotnych zmian było od początku przypisane do Alberta Marcelisa. Stało się to już tak dalekie, że przed sezonem pewne zdobycze były zamówione dla Alberta. Albert nie popuścił. Ciągle był w poszukiwaniach, wzmocnieniach i hodowlanych uzupełnieniach. Wiele gołębi nie było tym o co mu przez lata chodziło. Zostawmy to Albertowi niech wyjaśni swoimi słowami- „szukam zawsze gołębie od nadzwyczajnych hodowców , którzy hodują bardzo dobre gołębie ale bez wyjątku z małym stanem gołębi. Ponieważ jest tam mało odpadów”. Te słowa zachęcają do myślenia.....

czytaj dalej...

Powrót do menu