Dodaj do Ulubionych      Ustaw jako stronę startową      Strona Główna      De Rauw-Sablon      Kontakt
Hodowcy Zachodni
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT

Powrót do menu

CENTRUM HODOWLANE prezentuje


GOMMAIRE VERBRUGGEN- gwiazda belgijskiego sportu.

Od wielu lat postać G. Verbruggena jest bardzo znana w Jego kraju, ale też i na całym świecie. Ma sukcesy nie tylko sportowe, ale odnosi wiele osiągnięć hodowlanych. Trzeba uznać, że ma talent i umiejętności doboru par, umiejętnie prowadzi swoje gołębie hodowlane. Materiał hodowlany nabyty u Verbruggena daje dużo sportowej satysfakcji wielu hodowcom na całym świecie.





Gommaire Verbruggen
Rodzina, w środku G. Verbruggen z żoną Anną.




G. Verbruggen mieszka w Belgii, w miejscowości Scherpenheuvel. Jest specjalistą komputerowym. Bakcyla hodowlanego zaszczepił Mu wujek Luis, pomagał w tym też sam ojciec. Hodowlę rozpoczął w 1970 roku od gołębi nabytych u Moonsa- Bries z Tessenderlo. Były to czystej wody Jansseny.


„Bijter” B-70-2386659

brat „Wondertik” B-70-2386660

Następne, były to 2 bardzo dobre lotniki na średnich trasach od Florenta Gorisa. Ptaki te nabył po przystępnej cenie, mimo że uznawane były za fenomeny, jak na ówszesne czasy. One to stały się podstawą jego hodowli. Były to: „DIKKEN”-B- 76-6511017, (2 narodowy lotnik Belgii w 1979r. a ojciec 1 lotnika Belgii w 1980r.) i „80”.


B- 80-6418680

Mimo, że ten hodowca nie dbał nigdy o reklamę, Verbruggen wiedział, co robi i nie zawiódł się. Za przełom uważa jednak moment kupna „ASA”-B- 72-2231035, (1-go narodowego asa Belgii na krótkich dystansach w 1974 roku z dorobkiem 17 pierwszych konkursów), od Van de Velde.


”AS”

Gołąb ten kupiony był za wielkie pieniądze. Okazał się też bardzo dobrym ptakiem hodowlanym.
Kolejnym kupionym gołębiem, z myślą o hodowli był „WITNEUS” B- 73-6261175.


B-73-6261175

Syn z super pary K. Meulemansa, której już u nas przedstawiać nie trzeba. „Witneus” był ojcem „Oude Witstaart” i „Late Blauwe”- podstawowych gołębi rozpłodowych u Williama Geertsa i Willego Van Berendoncka. Był to brat słynnego „Pieta” u R. Hermesa. Najbardziej udanym eksponatem z jego linii był u Verbruggena „Blauwe Kadet” B-86-2118002. Wyróżnił się 3 x 1 miejscem i 2 x 2-gim, w tym: 1 konkurs interprowincjonalny z Bourges, 3.880 konkurentów i 2 konkursem narodowym z tej samej miejscowości na 13.154 gołębi startujących.

Swoje miejsce miał też „SCHILDERIJ”-B-79-5349262.

Syn podstawowego gołębia u Jefa Van Sweevelta. U Verbruggena był najlepszym gołębiem rozpłodowym i ojcem wielu bardzo dobrych lotników między innymi: „Kletskopa”B-83-2350199, „Teena” B –83-235008, „Massisa” B-86-2118256, „Mazouta”B-84-2362008. To one stanowiły początki list narodowych, interprowincjonalnych czy prowincjonalnych. Główną partnerką tego samca była niebieska samiczka „ Klein aske” B–77-2367021. Córka wspomnianego „ASA”.

Ciekawe jest to, że para ta mimo swojej wartości, nie zawsze była razem. Tu wychodzi filozofia hodowlana G. Verbruggena. Uważa, że partnerów w parach należy często zmieniać, aby dowiedzieć się o wartościach rozpłodowych poszczególnych gołębi. Wspomniana wyżej para wróciła do siebie w 1983 roku i to był rok niezwykle ważny w późniejszych osiągnięciach sportowych hodowli.
Właśnie pojawiają się:




„KLETSKOP” B-83-2350199

Gwiazda gołębnika, 4x 1 miejsce, między innymi 1 konkurs z Chateauroux na 10.417 gołębi startujących. Jest ojcem i dziadkiem wielu bardzo dobrych gołębi lotowych i rozpłodowych. Dodam, że jego córka, u Houbenów, była matką lub babką olimpijczyków.


”TEEN” B-83-235008
1 konkurs z Vierzon, 2 konkurs z Chateauroux na 10.417 sadzonych.


„GODFATHER”




„MASSIS”



”MAZOOT”





„BLAUWE KADET”

Różnego rodzaju kombinacje w łączeniu potomstwa po w/w gołębiach przyniosły bardzo dobre gołębie lotowe, które dały hodowcy światową sławę.

Podsumowując ten wątek, warto zaznaczyć, że od razu na początku hodowli Verbruggen postawił na gołębie tylko wybitne. W ten sposób położył bardzo solidne podwaliny pod następne pokolenia hodowanych ptaków.
Na pytania, czy nie jest ryzykiem kupno bardzo drogiego gołębia, na czym się opiera i które kryteria muszą takie gołębie spełniać, odpowiada: zakupy są robione na podstawie dokumentacji lotowej, która przekonywała Go o pewności osiągnięć, badał wartość przedstawicieli rodziny danego ptaka: rodziców, braci , sióstr, bratanków i siostrzenic. Jak one spisywały się w silnej konkurencji, jak tu przedstawiała się sprawa czołowych konkursów. To jest siła rasy i wartości genetycznej.
Bazując na wiedzy, która powstała w praktyce hodowlanej, G. Verbruggen, za dobrego gołębia uważa ptaki ze szklanym okiem o ciemnoczerwonej tęczówce. Powodem takiego poglądu pewnie był Jego najlepszy rozpłodowiec „Witpenneke-As”. Oko powinno być silnie pigmentowane i barwa tęczówki powinna ząbkowo mieszać się z barwą tła wokół źrenicy. Oto przykład:



Niechętnie widzi gołębie o słabo wybarwionej tęczówce, choć i tu mamy doskonałe ptaki. Nigdy jednak nie odważyłby się połączyć w parę 2 gołębi o słabo wybarwionych oczach.
Dobre ukrwienie tęczówki tłumaczy znakiem krwi. Gołąb przemęczony lub chory ma oczy dużo bledsze. Idąc dalej tą drogą, gdy forma rośnie, obraz oka idzie w kierunku wzrostu natężenia koloru. Ma to spore znaczenie, jeśli możemy gołębia ocenić w ręku. Mniejsze znaczenie ma dla G. Verbruggena ocena gardła. Bardziej baczy na kolor gardła niż na otwór krtani. Twierdzi to na podstawie obserwacji wielu dobrych gołębi.
Lubi ptaki „pełne”, dobrze umięśnione. Przy gołębiach głębokiej budowy można odnieść fałszywe wrażenie, że nie mają one mięśni. Gołąb w super formie jest jakby napompowany. Nie jest to w ogóle związane z mięśniami, lecz optymalnym napompowaniem worków powietrznych, co ujędrnia ciało ptaka. Za przykład daje tu swego bardzo dobrego lotnika „20”, który, gdy był w formie, wznosił się jak balon.




B - 83-2350020 5 x 1 konkurs w tym 1 z Chateauroux na 13.033 gołębi. 41 i 10 konkurs w latach narodowych z Bourges. Również jest to ojciec i dziadek wielu bardzo dobrych gołębi.
Na skrzydło nie zwraca większej uwagi. Uważa, że czy gołąb ma za długie czy za szerokie lotki – kosz to szybko weryfikuje. Szuka u swoich gołębi małych piórek pod skrzydłem, które powinny wyglądać jak obcięte. Inna chętnie widziana cecha to biały pazur u nóg, bez białych piór w upierzeniu ptaka. Takie cechy charakteryzują sporą część przedstawicieli Jego szczepu. Tę ostatnią cechę szczególnie chętnie widzi u gołębi hodowlanych. Dodaje jednak, że nie można tego generalizować. Gwiazdy z ulicy Holleblokstraat-33 udowodniły już nie raz, że są pewnymi lotnikami mimo sporego geograficznego rozrzutu, nie boją się ani wiatru, ani upału, ani konkurencji. Obiektywnie trzeba jeszcze dodać, że są najlepsze na średnich dystansach. W ostatnich latach Verbruggen jest graczem na trasach dalekich. Ma tu już sporo sukcesów. W 2003 roku wygrał lot( podaję tylko konkurencję narodową) z Limoges – roczniakiem (634 km) na 4.448 gołębi wysłanych. W tym samym roku miał drugiego gołębia z Montauban (821 km)na 2.810 wysłanych. W roku 2005 z Barcelony lokuje 30 i 38 gołębia w pierwszej setce na 12.998 wysłanych. W tym locie w rywalizacji międzynarodowej 68 i 85 na 25.815 gołębi startujących.
Oto kilka jego asów w lotach dalekodystansowych:






Podsumowując wyniki indywidualne w kraju to” 10 x 1, 9 x 2, 7 x 3, 4 x 4, 4 x 5, 3 x 6 , 5 x 7, 7 x 8, 3 x 9, 5 x 10 miejsce.

Wielkie znaczenie dla uzyskiwania dobrych wyników ma, wg G. Verbruggena, gołębnik. To jakość gołębnika wpływa na gołębie, a jeśli ten wpływ jest pozytywny, są wielkie szanse, aby ptaki były zdrowe, dobrze się czuły, miały tzw. ciąg do gołębnika. Gołębniki tu są murowane z cegły, ale od środka obite drewnem pochodzącym z Kanady. Nie ma przekonania do różnego rodzaju płyt wiórowych. Cele gniazdowe też wykonane są z drewna. Gołębniki przykryte są dachówką ceramiczną typu „pustak,” impregnowane i od spodu pomalowane. Jest tu sporo szczelin. Pozwala to na wolny ciąg wentylacyjny, co uważa za największą jakość swoich gołębników. Od przodu są okna. Innej dodatkowej wentylacji tu nie ma. Powietrze, zatem, ma możliwość ruchu od dachu. Jednak, aby zimne powietrze nie wpływało bezpośrednio na gołębie, nad celami umieszczona jest płyta drewniana o szerokości 0,5 m. Podłogi w gołębnikach są ogrzewane. Elektryczne maty grzewcze znajdują się pod podłogami, zasypane piaskiem. To powoduje, że ciepło nie wydobywa się zbyt gwałtownie, a przy każdej pogodzie odchody szybko schną. Urządzenie to funkcjonuje tylko wtedy, gdy jest zimno lub wilgotno.




Podłogi są 2 razy dziennie sprzątane. Często się je opala co, uniemożliwia rozwój robactwa. Środki dezynfekcyjne używane są bardzo ostrożnie. Odbywa się to 1 raz w roku, w czasie gruntownego sprzątania. Wszystko jest dokładnie myte. Do wody dodawany jest w tym przypadku DETTOL. Daje on przyjemną świeżość i miły zapach.
Nie znosi zaniedbanych gołębi. Dlatego bardzo dużo uwagi poświęca ich pielęgnacji. Z tego względu do kąpieli swoich gołębi dodaje środek o nazwie NEGUVON firmy Beyer. Młode kąpane są w wiadrze poprzez zanurzanie. Warto dodać, że konieczne jest chronienie przy tym oczu. Zimą kąpieli nie stosuje.
Młode hoduje głównie zimą. Są one wtedy wcześniej odsadzane, bo już w 19 lub 20 dniu, a samiczki trafiają do woliery. W wypadku łagodniejszej zimy, gdy samce zaczynają się interesować samiczkami wcześniej niż 19 dzień, rozdziela je, a samce same kończą wychowywać młode. Odłożone młode przeważnie w pierwszym dniu nie jedzą. Później jednak robią to chętnie i najedzone leżą wspólnie po kątach. Wczesne odsadzanie młodych ma jeszcze jedną zaletę, samiczki nie mają czasu złożyć następnych jajek. Wielu hodowców postępuje w tym przypadku bardzo różnie. Verbruggen pyta czemu takie komplikacje mają służyć?
Lotowanie tu są tylko samce, także i roczne. Młode w sierpniu i wrześniu, na lotach narodowych latają z gniazd. W tej materii Verbriggen jest prekursorem w Belgii. To nie jest przypadek, jeśli w pierwszej setce jest kilka Jego ptaków i jeśli to powtarza się co roku. Nie jest to też szczęście, lecz po prostu mistrzostwo. W warunkach belgijskich, nie lotuje młodych urodzonych na wiosnę. Jest takich młodych około 60 szt. Są uchowane z jajek po najlepszych wdowcach, ale przez mamki, które zawsze posiada. Twierdzi, że te młode łatwo jest zgubić, szczególnie przy brzydkiej pogodzie. Nielotowane mają szansę dojrzeć i prawidłowo się rozwinąć. Można ich użyć do wychowu potomstwa w lęgach zimowych, a następnie jako roczne przeznaczyć do lotów. Wiadomo też, że np. Niemcy kupują w Belgii całe lęgi młódków i od razu przeznaczają je do lotów. Verbruggen stwierdza jednak, że robią to ci, którym nie brakuje pieniędzy. Jego pogląd jest taki, że młode takie powinny zostać przeznaczone do hodowli i dopiero pierwsze pokolenie po nich powinno być lotowane. Jest zwolennikiem aklimatyzacji świeżych gołębi. Jest wręcz przekonany, że nawet w pierwszym roku, nie uzyskamy po nich należytego potomstwa. Takie gołębie muszą mieć czas w dostosowaniu się do nowych warunków, nowego hodowcy i jego postępowania. Taką teorię wysnuł ze swoich doświadczeń. Doznał kilku zawodów, gdy myślał, że od razu po świeżo przyniesionym gołębiu wychowa asa.
Jeśli jednak próby wyhodowania dobrego potomstwa nie przynoszą spodziewanych rezultatów, to bezwzględnie takie nowe gołębie należy usunąć.
W 1985 roku po raz pierwszy wystartował starymi gołębiami do najpopularniejszego klasyka w Belgii, a mianowicie do lotu narodowego z Bourges. Oba Jego asy, „20” i „Kletskop” usiadły w ścisłej czołówce listy. Zajęli 41 i 54 pozycje, na 14.042 współkonkurentów, a usiadły w przeciągu 27 sekund i na dodatek z różnych kierunków. W tym samym roku w lotach młodych miał 5 gołębia na liście narodowej a leciał z 38.110 zawodnikami. Był też 1 konkurs interprowincjonalny z La Souterraine młodymi, a na liście krajowej umieścił 10 gołębi.
Te sukcesy, siłą rzeczy zachęciły Mistrza z Scherpenheuvel do traktowania lotów narodowych poważnie i już z roku na rok był ich uczestnikiem. Loty z Bourges (471 km), Argenton, Orleans (407 km), z La Souterraine (586 km) czy Chateauroux (522 km) dodają hodowcy prestiżu nie tylko w kraju, ale i za granicą. W nawiasach podane odległości do gołębników Verbruggena.

Warto prześledzić, jak Verbruggen podchodzi do metody wdowieństwa. Wdowce są parowane pod koniec grudnia. Wychowują 1 młodego ( wyjątkowo 2 ). Gdy młode osiągną wiek 19-20 dni są odsadzane, a samiczki wędrują do woliery. Teraz samczyki przechodzą kurację oczyszczającą. Karmione są dobrą karmą dietetyczną z dużą dawką jęczmienia. Trwa to około 2 miesięcy. Ponownie wdowcy łączone w pary są początkiem kwietnia. Od tego momentu dostają pełnowartościową mieszankę, bez żadnego stopniowego przechodzenia w karmieniu. Staje się to z dnia na dzień. Karmy dostają do syta. Nie ma w mieszance w tym czasie nasion tłuszczowych. Przy takim potraktowaniu swoich pupili mogą być kłopoty z jakością kału, ale szybko wszystko wraca do normy.
Do picia mają przeważnie czystą wodę. Wyjątek stanowią środki medyczne, które podawane są właśnie poprzez pojnik. Witaminy i mineralia podaje wyłącznie na karmę. Uważa, że to doskonały sposób, aby witaminy nie traciły swoich wartości, przebywając w pojniku dłuższy czas. W tym drugim sposobie, witaminy są zaraz po podaniu w organiźmie ptaka. Najlepiej wymieszać je z ziarnem tuż przed podaniem.
Zimą gołębie trenują tu bardzo mało. Wypuszczane są 1 x w tygodniu i to tylko przy ładniejszej pogodzie, nigdy gdy jest zimno lub pada.
W kwietniu wdowce są trenowane. Pierwszy trening lecą z odległości 20 km. 2 i 3 to 50 i 60 km. Odbywa się to, gdy siedzą na jajkach. Przed pierwszym lotem konkursowym (120 km), w czwartek zabierane są samiczki. Przed sadzeniem stare samce widzą się z samicami. Roczniaki widzą się ze swoimi partnerkami tylko kilka sekund. Tłumaczy to tym, że młodym chłopcom starczy spojrzenie, aby być ogniem i płomieniem. Wraz z postępującym wiekiem nie jest to już tak gwałtowne. Wnioskuje zatem, że starszy wdowiec potrzebuje więcej czasu widzenia się z samiczką.
Po powrocie z lotu ptaki otrzymują czystą wodę. Wcześniej podawał do wody syrop glukozowy. Czasami otrzymują po powrocie środki na Trichomoniazę i to w dawce profilaktycznej. Wie o tym, że wielu hodowców podaje wodę do picia ze środkami medycznymi przed lotem. Do jedzenia natomiast tuż po powrocie otrzymują trochę czystego jęczmienia.
Samiczki zabierane są wdowcom dopiero po powrocie z komisji zegarowej. Ma tu pogląd, że takie dłuższe przebywanie ze sobą lepiej motywuje samce już na następny lot.
Teraz wdowce otrzymują przymusową kąpiel. Woda jest tak ciepła na tyle, że nie odczuwa się parzenia w ręce. Kiedy wdowce raz coś takiego przeżyją, są na tym punkcie później zwariowane. Wspomniany „20” lubił tak taką kąpiel, że starczyło pokazać pojemnik a on już był gotowy, prezentując półotwarte skrzydła. Takie postępowanie gwarantuje nam, że gołębie całe są czyste, a także ich nózki. Zmęczenie szybciej „uchodzi” z ich ciała, gdy leżą sobie w swoich gniazdach i śpią. W tym czasie należy zadbać, aby w gołębniku nie było przeciągu.

Tak jak poprzednio zostało nadmienione, po powrocie dostają czysty jęczmień i to samo odbywa się w następnym dniu. W 3 dniu dopiero otrzymują mieszankę lotową. 1 x w tygodniu podaje dawkę witamin. Uważa jednak, że ważniejsze od witamin są sole mineralne. Te z kolei podawane są 2-3 razy w tygodniu, w postaci płynnej na karmę.
W dniu wkładania wdowce otrzymują mieszankę lotową w takiej ilości, że nie wszystko jest zjedzone. Kiedy karma jest w zwiększonej ilości, okazuje się, że ptaki nie najadają się do oporu. Chwycą kilka ziaren, po pewnym czasie zrobią to znowu i mamy pewność, że nie idą do kosza z pełnym wolem.
Dodaje tu jeszcze, że wdowce mają ciągły dostęp do cel. Szyby w oknach pomalowane są wapnem, a to powoduje, że nie widać, co się dzieje na dworze. Gołębie przy domu trenowane są wg starej metody – flagi. Plan treningu jest następujący:
Poniedziałek- wolny krótki oblot,
Wtorek- rano – 1/2 h z flagą, wieczorem – 3/4 h z flagą,
Środa – rano – 1h z flagą, wieczorem – 1 h z flagą, przed dłuższym lotem 1/4 h dłużej.
Czwartek – wolny oblot, bo to dzień sadzenia.
Samczyki, które nie idą na dany lot, są trenowane około 1/2 h dłużej co dzień, celem ujarzmienia ich energii.
Młode gołębie są domeną żony Anny. To Ona zajmuje się młódkami i robi to z wielką miłością a młode są bardzo ufne i oswojone. Mistrz dodaje, że Ona umie wywołać prawidłowy związek między człowiekiem i zwierzęciem. Jest to bardzo wskazane, by młódki miały spokój i nie przeżywały nerwowych momentów. Gdy wdowce już są po treningach, wtedy Pani Ania robi obloty młódków. Trzeba tu wyjaśnić, że gołębników dla młodych jest kilka, bo są nieduże. Większe gołębniki są powodem nerwowości ich mieszkańców.
Poza tym młode muszą być tam w różnym wieku. Młode trenują tylko rano.
Karmione są mieszanką lotową z dodatkiem 10 – 15 % jęczmienia, rano i wieczorem. Podobnie jak u wdowców, witaminy i mineralia otrzymują poprzez karmę , do picia tylko czystą wodę.
Lotowane są z siodełek, a jak już poprzednio było wspomniane, na loty narodowe lecą z gniazd. Verbruggen bardzo te loty lubi. Doskonały rezultat uzyskał już w 1979 roku, kiedy to na 4-5 dni przed koszowaniem sparował swoje samiczki ze starymi samcami i z lotu narodowego miał 5 gołębi w pierwszej 80-tce listy. Była wtedy przez wiele dni zła pogoda. W 1982 roku znowu miał 4 gołębie w pierwszej setce. Tym razem młode ptaki leciały od 7-8 dniowych młodych a konkurencja liczyła 25.442 gołębie.
Do Pani Ani należy też wywożenie młodych na loty treningowe. Robi to 2 x w tygodniu i młode muszą lecieć 50-60 km.
Loty treningowe młodych rozpoczynają się od 10 km. Następnie 20, 50 i 60 km. Następnie młode lecą podloty związkowe, powyżej 60 km. Pierwszy lot konkursowy to 120 km. Mimo, że teraz z tygodnia na tydzień idą do kosza, jeszcze w środku tygodnia muszą lecieć z 50-60 km dodatkowo. Tu Verbruggen daje radę. Kiedyś wywiezione młode w ilości 100 szt. zostały wypuszczone przy złej pogodzie i silnym wietrze. Do domu wróciła połowa. Od tej pory młode dzielone są na 2 partie. W jeden dzień leci jedna partia , na drugi druga. Nigdy nie wiadomo, co w powietrzu wisi. Dla człowieka wszystko wygląda dobrze, a nawet z krótkich odległości ptaki gubimy. Miesiącami młode hodujemy a później w jednej chwili można to zniweczyć. Konsekwencje takich wydarzeń można odczuwać wiele lat. Nie można założyć, że taki wynik treningu jest owocem słabych gołębi.
O zdrowie gołębi dba cały czas. Przeciw trichomoniazie gołębie są kurowane 3 dni w czasie wysiadywania jajek. Podawany jest FLAGYL. Przeciw koksydiozie podaje leki „na ślepo”, bez badań lekarskich. W tym przypadku zaleca podawanie leku w dawce wskazanej na ulotce, ale czas trwania kuracji skraca o połowę. Na robaki podawane są specyfiki tylko wtedy, gdy badania dają wynik dodatni. W innym przypadku lek nie jest podawany.
Szczepi gołębie przeciw Paramyxo. Kto tu zaniedbuje tę sprawę, prędzej czy później poniesie za to karę. Stosuje szczepionkę „LA SOTA”. Jest to szczepionka, która podawana jest przez pojnik. Na 6 litrów wody i 1 litrze mleka półtłustego rozpuszcza 1 fiolkę „La Sota”(na 1000 szt.), a szczepionka ta zawiera żywe bakterie. Szczepienie to odbywa się przed sezonem lotowym i jeszcze raz już po sezonie lotowym, lecz inną metodą, a mianowicie po kropli w/w roztworu w każde oko i do nosa. Takie postępowanie daje gwarancję, że stado jest odporne na tę chorobę.
Wszystkie gołębie są szczepione przeciw ospie. Nie ma tu szczepień przeciw paratyfusowi.

Gdyby rozpoczynał hodowlę jeszcze raz, to zrobiłby to w sposób następujący: zbudować bardzo dobry, zdrowy gołębnik. Wypełnić go tanimi gołębiami jako mamkami. Dbać jednak należy pieczołowicie o ich zdrowie. Następnie od 2-3 dobrych hodowców przynieść jajka po wdowcach, najlepiej po rocznych, bo hodowcy najczęściej jeszcze nie wiedzą, jaką one przedstawiają wartość i bez większego problemu takie jajka oddają. Praktyka pokazuje, że często dobry gołąb pochodzi po rocznych, w pierwszym łączeniu. Wyhodowane z tych jajek młode przeznaczamy tylko do hodowli, zastępując wspomniane mamki. W ten sposób bez specjalnych nakładów rozpoczynamy hodowlę.

Życzę G. Verbruggenowi i Jego Rodzinie dalszych ciągłych sukcesów.

Opracował M. Kościelniak- Nowa Sól (2006r.)

Powrót do menu