Dodaj do Ulubionych      Ustaw jako stronę startową      Strona Główna      De Rauw-Sablon      Kontakt
Hodowcy Zachodni
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT

Powrót do menu

CENTRUM HODOWLANE prezentuje


Bracia Janssen - Arendonk - Belgia



Arendonk



Tym razem zaczniemy od tej legendarnej rodziny, która w sporcie gołębiarskim ma największy wpływ na jego kształt. To najpopularniejsi ludzie na świecie związani z gołębiami pocztowymi. Ich praca hodowlana prowadzona już ponad 80 lat ukształtowała nasz sport w wielu krajach i na większości kontynentów. Dom rodzinny Janssenów mieści się w miejscowości Arendonk przy ulicy Schoolstraat. To tu Henry i Paulina Janssen mieszkali mając liczne potomstwo.


Henry


Paulina

Były 2 siostry i 7 braci: Irma i Maria, Vic, Fons, Franz, Jef, Adrian, Charel i Louis.


Tu Charel, Adrian , Louis i Fons

Gołębie pocztowe hodował już ojciec Janssenów, Henry. Pochodziły one od Ceulemansa. Oto poglądowy wykres, pokazujący drogi gołębi, które hodował Wegge.



A więc początek to ptaki najlepsze na owe czasy w Belgii. Hodowlą z czasem zaczęli zajmować się Bracia. I to był początek Ich pięknego marszu w naszym sporcie. Wiele hodowli do dnia dzisiejszego pielęgnuje ich dorobek hodowlany i osiąga zadziwiające wyniki. Gołębie z Ich gołębnika stały się podwaliną nowych szczepów o równie światowej sławie. Tak się złożyło, że część z Braci założyli rodziny i mieszkali gdzie indziej. Hodowali gołębie i to dobre ptaki, mogli się wzajemnie wspomagać, co czynili, wymieniając od czasu do czasu między sobą wyróżniające się osobniki. To też jeden z powodów, że potrafili hodować praktycznie te gołębie w rodzinie przez ponad 80 lat.
W chwili obecnej żyje z Braci tylko Louis. Ma ponad 95 lat. Cały czas mocno zainteresowany dalej gołębiami. Gdy podano mu nową książkę „Mistrzowie, asy i wirtuozi 2003” natychmiast intensywnie ją przeglądał analizując zdjęcia i teksty. Zatrzymał się przy Koopmannie. „On też ma gołębie od nas”.


Louis jest zachwycony nowym wydaniem książki, wielu opisanych tam hodowców zna osobiście.

Wróćmy jednak do początków. Jak już wspomniano hodowlę rozpoczął Henri – ojciec. Urodził się on w 1872 roku. To właśnie on położył podwaliny pod początki późniejszego szczepu Janssen. Był też jednym z założycieli związku w Arendonk. Na początku był hodowcą z sukcesami. W latach 1914-1918 wygrał ponad 20 pierwszych miejsc. W jednym z lotów wygrał rower, co można porównać do dni dzisiejszych jeśli ktoś wygrywa auto. Henri był człowiekiem bardzo spokojnym, doskonałym obserwatorem przyrody i natury. To natura była dla niego drogowskazem w hodowaniu gołębi. Był zwolennikiem lotowania naturalnego i mimo , że już hodowcy znali wdowieństwo, nigdy nie próbował swoich przekonań zmieniać. Było nawet tak, że w pewnym momencie synowie namówili go do wybudowania gołębnika dla wdowców, ale póki żył, gołębnik ten pozostawał pusty. Bronił swego stanowiska tym, że nie ma kiedy wychowywać większej ilości młodych zdolnych do lotów młodych i że zaniechane zostaje lotowanie samiczkami, które u niego zdobywały bardzo cenne nagrody. Dzieci musiały pomagać rodzicom w wielu dziedzinach życia i jedną z czynności, które dzieci Henriego musiały wykonywać było też sprzątanie gołębnika. Nie omijało to również dziewczyn. Tak więc, dzieci od najmłodszych lat miały doskonały i stały kontakt z gołębiami.
Henri umarł w 1947 roku. Matka Paulina zmarła w 1967 r., ale do jej śmierci mąż był zawsze centralnym punktem rodziny.
Część dzieci pozakładała swoje rodziny. Część została w domu rodzinnym. Zaczęli kontynuować dzieło ojca. Z czasem nastąpił podział ról. Każdy miał swoje wyznaczone obowiązki. Adriaan pilnował gołębnika, gdzie lotowano metodą gniazdową. Louis dbał o księgowość i sprawy „papierkowe” i miał pod opieką wolierę czyli gołębnik rozpłodowy. Jef miał za zadanie transport gołębi na koszowanie, w jego gestii były sprawy zegara kontrolnego i dbał o psa.


Jef

Charel pilnował wdowców. Matka i Irma dbały o dom.


Rzut oka na pokój w domu Braci Janssen.

Po śmierci ojca Bracia postanowili nieśmiało spróbować lotownaia wdowieństwem i na początek były to tylko 4 samce: ”Oude Donkere”, „Oude Lichte”, „Rode Vos” i „Donkere Vos”. Jednak pamiętali zdanie ojca i na pierwszym miejscu stała jednak metoda gniazdowa.


Tak wyobrazić sobie można typowego przedstawiciela szczepu Janssen. Gołąb z 89 roku z linii „Jonge Merckx” x „Oude Witoger”.


To także typowy Janssen. To jest syn „Oude Witoger z 65r.”

Dom na Schoolstraat 6, o którym mowa, jest domem prostym jeszcze z czasów przedwojennych. Urządzony prosto ale celowo. Na ścianach w pokojach, na honorowych miejscach zdjęcia zmarłych przodków. Odwiedzający muszą się liczyć z punktualnością rozkładu dnia, ale gościnności tu nigdy nie brakowało. Bracia byli ludźmi prostymi, pracowali w fabryce cygar, jedynie Louis był szlifierzem diamentów. Jak więc można wyczytać sporo bardzo dobrych hodowców na zachodzie byli właśnie szlifierzami diamentów.

Prosto urządzone gołębniki, to następny obraz uderzający odwiedzających. Ten stan trwa od dziesięcioleci i jedynie zamontowany alarm jest jedyną tu nowością.
Gołębniki lotowe są na strychu budynku mieszkalnego, wylotu skierowane na południowy-zachód. Pozostałe 2 gołębniki: dla wdów i rozpłodowy znajdują się na podwórku. Światło w gołębnikach lotowych dostaje się przez kilka szklanych dachówek i przez okienka zamontowane w dachu. Jest tu wiele szpar którędy powietrze ma swobodny ruch a zimą trzeba też zmiatać śnieg.


Wylot w gołębniku na strychu domu mieszkalnego.


Gołębnik rozpłodowy na podwórzu.

Tak więc jak zostały gołębniki wybudowane, tak pozostają, w dzień i w nocy, latem i zimą. Najważniejsza jest higiena i wszystko zawsze utrzymane jest w najlepszej czystości. Zawsze było tak, że który z Braci wchodził do gołębnika chwytał za szpachelkę i szufelkę i czyścił zabrudzone miejsca. Nie znosili widoku kału na gołębniku. Później 1 x w tygodniu zaczęli używać odkurzacza i szczotki. Raz do roku odbywało się gruntownie sprzątanie z wymywaniem wszystkich urządzeń szmatą i wodą z dodatkiem środków dezynfekujących. Ściany malowali wapnem.

Podstawowe gołębie na początku hodowli

”Oude Vos”

W 1919 roku od Ceulemansa z Berlaar przyniesiono „Niebieskiego”. Następnie dla początkującego młodego hodowcy Louisa dał on prezent: „Oude Vosa”. Samiec ten miał już wtedy 19 lat. Louis był zachwycony, gdyż gołębie starego już wtedy Coulemansa miały doskonałe wyniki. Szybko zbudował pierwszy gołębnik w postaci skrzynki na podwórzu. Ale do pary potrzebował samiczki i już wiedział o którą chodzi. Ojciec miał czerwona samiczkę, która w trakcie lotów młodych zdobyła 2 miejsce. Parowanie się jednak nie udało bo na drugi dzień rano samiczka miała podziobaną głowę.
W tym czasie Fons przyniósł od Schoetersa z Herenthout późną samiczkę „Oude Duifke z 25 r.”

„Tamme”

Adriaan i Charel w latach dwudziestych byli już dorosłymi. Byli też zachwyceni gołębiami. Mieli swoje gołębniki przy kurniku. W nich „mieszkał” „Tamme”, który bez problemu siadał im na ręce. Po dłuższych zastanowieniach „Tamme” i „Schon Vosske” zostały sparowane.
Wychowały się z nich 2 piękne jasno-nakrapiane ptaki ze szklanymi oczami.

„Lichte”

Starszy brat Frans coś w tych młodych widział i chciał za nie dać 5 Franków. Charel jednak sprzedał je za 30 Franków bratu Fonsowi, który mieszkał wtedy w Baarlr-Hertog i tam niewyobrażalnie dobrze lotował. Jeden z tych młodych zginął koło domu ale za to drugi stał się gwiazdą, gdyż on zdobył 9 pierwszych miejsc. Dobre serce Fransa spowodowało, że samczyk wrócił do gołębnika w Arendonk i po przyzwyczajeniu do nowego otoczenia został wysyłany na loty. Nadszedł taki dzień, gdy uznano że „Lichte” jest we właściwej formie. Został zakoszowany, ale pogoda nie pozwoliła wypuścić gołębie w niedzielę. W poniedziałek wiał silny przeciwny wiatr, czyli pogoda była dla „Lichte”. Wyczekiwali w spokoju na pierwszego gołębia tylko Fons wykazywał niecierpliwość z przeciągającego się oczekiwania i w pewnym momencie gdzieś wyszedł. W pewnym momencie przyleciał „Lichte”. Jak się później okazało: był pierwszy z 10 minutowym wyprzedzeniem. Którejś zimy „Lichte” czegoś się wystraszył i nie wrócił na noc do gołębnika. Panika w domu była wielka. Wrócił dopiero po 2 latach ze ściętą obrączką.

„Schalieblauwe” x „Blauw Duif” (gołębie Schoeters)

Frans bardzo się przyjaźnił z Schoetersem. Razem z Adriaanem pojechali do Herenthout. Tam spotkali się z przyjacielem Schoetersa - Gossensem, który był młynarzem. Zauważyli tam mocno zaniedbanego gołębia, który siedział w klatce dla królików. Jeszcze później stwierdzili, że był to późny gołąb z jeszcze 3 starymi piórami do wyrzucenia. Doszło do kupna tego gołębia. Bracia wrócili zadowoleni. Po pewnym czasie gołąb zmienił się nie do poznania. Po wypierzeniu okazało się, że ma wspaniałą budowę i jest gołębiem znaczącym.
Od Schoetersa Fons przyniósł jeszcze inne gołębie. Wśród nich była niebieska samiczka z czerwonymi oczami. Miała na swoim koncie pierwsze konkursy z Noyonu i Orleansu. Właśnie ona stała się partnerką „Schalieblauwe”, przywiezionego od Gossensa. Szybko okazało się , że to wspaniała para. To z niej pochodzi „Jonge Witoger”, „Grote Witoger” czy „Oude Witoger”. Ptaki te wykazywały się wspaniałą budowę ciała, pięknymi szklanymi oczami, miękkim upierzeniem, wyraźnym charakterem.

„Jonge Witoger” x córka “Aap”

Następnie sprowadzono jeszcze od Schoetersa samiczkę, córkę słynnego wtedy „Aapa”. Została sparowana z „Jonge Witoger”. Pierwsze młode się nie udały. Jeden zginął koło domu, drugi na locie. Jednak wszystkie następne były już gołębiami z klasą. Dalej pojawiały się piękne szklane oczy. Dzisiejszy szczep Braci Janssen jest zbudowany właśnie głównie na tych zawodnikach.
Tę krew Bracia krzyżowali z linią „Voss”.

„Wondervoske z 45r.”

To samiczka, która bardzo długo nosiła „flagę Janssenów”, miała niezliczoną ilość pierwszych miejsc i była w okolicy niezwykle znana. Była ona córką „Vos z 39r.” x wnuczka pary „Schaileblauwe” x „Blauw Duif”.


Wonderwoska” z 45 B-45-411053

„Bange z 51”, B-51-6117447

Bange = trwożny. Tak można przetłumaczyć ten przydomek, gdyż rzeczywiście następna gwiazda Braci był bardzo bojaźliwy. Pochodził też z linii „Voss”. Miał nawyk przesiadywania po przylocie z lotu na wylocie przez kilka minut bojąc się wchodzić do gołębnika. Robił to dopiero po uspokojeniu się na dachu.

Najsławniejsze gołębie szczepu Janssen w latach 60 i 70

Na gołębie Janssenów tych lat największy wpływ miał właśnie „Bange 51”. Był w tym czasie najlepszym samcem rozpłodowym. Dał początek takim asom jak: „Scherpen”, „Oude Merckx”, „019”, „Jonge Merckx”, „Geeloger” i wiele innych. Najbardziej trzeba by wspomnieć „Bange-59”. To właśnie on z „Kleintje z 65r.” B-65-6524603 są dziadkami „Oude Merckxa” B-67-6282031 18 x 1 konk.

„Halve Fabry” („Pół Fabry”)

Pewnego dnia Bracia Janssen pojechali do Georgesa Fabry kupić samczyka. Kupili „Trage” z „Witogera” . Ptak ten został sparowany z córką sławnego „Portosa”. Rok później jeden młody z tej pary trafił do Janssenów. Nie rzucał się w oczy. Po kilku lotach treningowych musiał stanąć do walki z Quievrain. Wszystkie gołębie wróciły oprócz „Halve Fabry”. Kilka godzin później został znaleziony za domem z pełnym wolem ziarna nazbieranym na polach. Nic w sezonie młodych nie wywalczył. Został jednak na zimę. W miarę upływu czasu jako lotnik bardzo się poprawiał i miał na swoim koncie nawet 4 pierwsze nagrody. Do dziś są też ślady jego wartości rozpłodowych w linii „Donkere Stier” B-63-6510753 – ojca „Oude Merckx”.

Linia „Bange”

To najlepsza linia u Janssenów. Zaczęła się od „Bange 51”, „Bange 59”, „Bange 62”, i „Goeie Bangen”. Linia ta trwała od 1951 do 1973 roku. Gołębie te miały wydłużoną głowę i wspaniałe spojrzenie. Były przeważnie niebieskie i nakrapiane. Stosowano w tej linii parowanie ojciec x córka. Zdarzało się też, że z takiego łączenia wychodziły ptaki czerwone. Właśnie przy hodowli wsobnej jest możliwość nawrotu genetycznego do przodków i z tego to powodu taka sytuacja może zaistnieć i to się często zdarza. Nie należy zaraz myśleć, że mieliśmy do czynienia z obcym zapłodnieniem. Dla wielu pochodzenie i jego znajomość jest istotna. Można z tego rodowodu wyczytać co krew ze sobą niesie i czego się należy ewentualnie spodziewać. Są i tacy, których „papier” nie interesuje i jak przy tym często tę sytuację kwitują „papier nie leci”. I w Belgii kiedyś rodowody nie były ważne. Gołębie były lotowane i zostawało tylko to co najlepsze. Z czasem selekcja robiła swoje i były to tylko dobre ptaki.
Bracia starali się zawsze by zimą stan gołębnika ograniczyć do minimum. Zresztą tu nigdy nie było dużo gołębi. Uważali, że każdy gołąb ponad stan zajmował niepotrzebne miejsce i szkodził pozostałym.

czytaj dalej...

Powrót do menu