Dodaj do Ulubionych      Ustaw jako stronę startową      Strona Główna      De Rauw-Sablon      Kontakt
Hodowcy Zachodni
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT
MICHEL VANLINT

Powrót do menu

CENTRUM HODOWLANE prezentuje


Joop Groenen, Ooy-Nijmegen –Holandia

Reportaż u holenderskiego hodowcy sukcesu, który małą ilością stanu gołębnika jest olbrzymem. Mowa tu o Joopie Groenen i jego partnerce w hodowli Ellen. Mieszkają w holenderskim Ooy-Nijmegen.



Moja nieograniczona sympatia i szczególne upodobania już wcześniej obowiązujące, także dzisiaj jeszcze, do hodowcy z małym stanem. Szczególnie dużą uwagę mam na najwyższych osiągnięciach, z tym małym stanem. Nie chcę tu być zrozumiany, że mam coś przeciw gołębnikom dużym. Każdy ostatecznie musi wiedzieć sam, którym wymiarem chce się zajmować hodując i grać gołębiami pocztowymi. Kto sądzi, że droga do sukcesu jest przy dużych ilościach, powinien tak robić. Taka próba przy normalnym portfelu wydaje mi się być niebezpieczna. Nie ma jednak w masie gwarancji sukcesu. Przy tym ciśnienie sukcesu rośnie, wynikające z kosztów. I dlatego zapraszam do tego reportażu.

Bardzo mnie cieszy, że dzisiaj mogę przedstawić ten gołębnik z mini stanem i najbardziej minimalnymi warunkami, przy wspaniałym maksymalnym zaangażowaniu.

Więc Joop Groenen i jego partnerka Ellen są żywym dowodem innej drogi do sukcesu. Są wzorem dla naszego sportowego hobby z profesjonalnie osiąganymi wynikami. Tak to jest faktycznie, może nawet częściej niż większość nas przypuszcza. Warto na problem „Duży Mały” wnieść trochę więcej światła.
Wróćmy zatem do naszego holenderskiego „Małego”. Mieszka on w Ooy koło Nijmegen, niedaleko granicy holendersko- niemieckiej. Jest tu grunt o powierzchni 450 m 2, gdzie stoi dom mieszkalny jak również gołębnik dla wdowców, gołębi hodowlanych i także dla młodych.
Gdy flaga u góry sygnał dla młodych, że muszą trenować. Flaga w dół, sygnał, że młode natychmiast mogą lądować.



Gołębnik dla młodych i woliera.

Jest tu jeszcze miejsce na grządki kwiatów i trawnik. Budynki stoją na granicach gruntu. Gołębnik jest 3 m szeroki i składa się z 4 przedziałów. 16 wdowców musi wytrzymać sezon lotowy, hodowca także. Co zrobić jak Ellen i Joop mają więcej ptaków młodych? Muszą się zdecydować na redukcję. Jest zaraz problem – które? I czy ta decyzja będzie właściwa? Jestem całkowicie pewny, że może być fałszywa.
Co do gołębi hodowlanych, dwanaście ptaków zajmuje gołębnik w rogu gruntu i jest z przodu całkowicie otwarty. Otwarty cały rok i gdy są temperatury ujemne uprawia się tu hodowlę zimową młodych.
Jest tu jeszcze woliera dla samiczek. Gołębnik młodych jest podzielony na 2 sekcje.
Jak można szybko się doliczyć gołębi jest tu naprawdę nie dużo.

I ten hodowca może utrzymywać się we współzawodnictwie? Czy to jest możliwe?

On bardzo dobrze daje sobie radę nawet w tzw. współzawodnictwie dużym, liczebnie przewyższającym Joopa. Jeśli dodam, że stawia czoła takim hodowcom jak Eijerkamp a także Berti Camphuisowi. Przyjrzyjmy się sposobom i osiągnięciom, szczególnie na poziomie regionalnym. Chciałby to mądrze „oddać”. Musi wywrzeć wrażenie bo radzi sobie tylko 16 wdowcami i kilkoma lotowanymi samiczkami.

Więc kto, czy co? Hodowca cudu?

Czy to jest rzeczywiste? Czy jest to choć trochę możliwe? Takie pytania zadają sobie nieufni w naszych szeregach.
Spójrzmy, bilans sukcesów to wymowny język. Można powiedzieć, że to olbrzymia ilość szczęścia, ręka absolutna do hodowania i gry gołębiami pocztowymi. Czy postępowanie naszych rozmówców jest inne niż zwykle w większości miłośników, że zbierają takie żniwo? Gołębnik Groenena leży krańcowo przychylnie w porównaniu do współzawodniczących? Czy mają razem tyle „kapuchy”, aby sobie kupić wszystko? Może jest cudowny środek? Na tym ostatnim elemencie można byłoby się zatrzymać. Okoliczności w Ooy są osiągnięciami na najwyższym poziomie w grze gołębiami pocztowymi. A czy w obecnych czasach można to osiągnąć bez weterynarza i lekarstw? Hodowla objęta jest leczeniem przeciw trichomoniazie jak również zapobiegawczymi dawkami antybiotyku, głównie przeciw infekcjom jelita i kataru, wszystko pod okiem lekarza. Poza tym gołębie dostają regularnie dla poprawy zdrowia herbatę. Skład jej to samoczynnie zebrane zioła w naturze i dwa dokupywane.

I gołębie? Pytanie, na które odpowie się szybko.

Absolutnie Jansseny. Są one tu od sportowego kolegi, gdzie leciały fantastyczne i otrzymał materiał tylko z tam najlepszych. I to jest Joop, sądzi, że najtrudniejsza rzecz w jego wysiłkach to były poszukiwania z wyposażeniem gołębi w dodatki. Rok uznaje się za pseudo, jeśli nie spróbuje się czegoś z bogactwa obfitej natury. Rozumie się nie zawsze z powodzeniem. Byłoby to za proste!
Czy położenie ma znaczenie, odpowiedź jest zbyteczna ponieważ:
1.Holandia jest gęsto zaludnionym krajem Europy z 15,3 milionami mieszkańców na ledwie 42 000 km, co odpowiada 364 mieszkańców na km 2 i
2.Holendrzy mają w stosunku do liczby mieszkańców dużo więcej hodowców niż my (chodzi o Niemcy, przynajmniej 3- krotnie więcej).

Całkiem jednoznacznie zostanie przytaknięcie w pytaniu o koszowanie.

Joop mówi sam do siebie: „pracuję 9 godzin dziennie w gminie ( jako inżynier dyplomowany) i jeszcze taki sam czas razem z Ellen spędzamy w gołębniku. Jestem może trochę wariatem, jednak na urlopie dalej czytam i kształcę się o gołębiach. Wszelkie chwile wolne gdziekolwiek bym był to myśli o naszym hobby. Planuję, zastanawiam się, zmieniam i znowu do początku. Gołębie są moim życiem. Oboje robią więc jednoznacznie dużo, prawdopodobnie nawet dużo więcej niż inni hodowcy odnoszący sukcesy.
Czy Joop ma absolutną rękę, czy jest nawiedzonym hodowcą, chciało by się to wiedzieć? Skromność Joopa to neguje. Tu muszę szczerze powiedzieć, mam wrażenie absolutnej uczciwości. Nie „farbuje” swoich własnych błędów, przy wszystkich jego odpowiedziach.
Joop wybrał się w drogę na holenderskie wybrzeże, ponieważ tam jeden z hodowców grał nieprawdopodobnie mocno. On chciał być na miejscu zdarzenia, popatrzył i odkrył na sposobie wentylacji poprawy dla własnego gołębnika. Wrócił, przebudował i natychmiastowo dostał po nosie. Wszystkie przeróbki więc „odkręcił” i znowu jego gołębie nagrodziły go odpowiednimi osiągnięciami.
Praca w całym roku, więc przez 365 dni daje nie tylko 100% lecz 200%. Każdego poranka, przed pracą, od 6 do 7.30 Joop jest u gołębi. Po powrocie z pracy znowu od 18 do 20.30. jeśli ktoś myśli, że już ma dość to pomyłka. U nich jeszcze komputer jest ważnym środkiem pomocniczym, pisze się tu nie tylko drzewa genealogiczne. Służy on także do tego by szukać nowych dróg , czegoś pomocniczego i pożytecznego za pomocą nowoczesnej elektroniki. W czasie lotowania gołębiami można także zawsze wszystko wypróbować.

Jeszcze interesująco o aspektach systemu lotowego i zdobytych mistrzostwach.

Przyglądając się temu, można wyraźnie stwierdzić, że tak zrobiłoby wielu z nas Niemców, też dobrze. Trzeba by było jednak przeprowadzić pewne zmiany jak u sąsiadów za płotem. Przy zrobionym niewątpliwie postępie, widzę w niemieckim systemie dużo przeżytków. Moim zdaniem to niesie, że stany posiadanych gołębi ciągle rosną i to jest przyczyną, że niektórych hodowców kładzie to na łopatki. Nasz system mistrzostwa nie powinien preferować wybory 5 najlepszych gołębi ciągle rosnącej liczby posiadanych stanów.

A jak to wygląda w Holandii?

Weźmy to ze wspólnoty lotowej Joopa i Ellen. Jest całkowicie inaczej. Najznaczniejsze mistrzostwo to mistrzostwo generalne, a więc gołębie stare, roczne i młode. Oni wygrywają to już od 25 lat w konkurencji 25 gołębników. Rocznie jest to 36 lotów, z tego 7 – krótkich, 7 średnich, 5 jednodniowych i 5 lotów dalekich z nocowaniem. Do tego mistrzostwa liczy się jeszcze 7 lotów młodych od 100 do 525 km. ( od początku czerwca!!!!). Dwa miesiące później rozpoczyna się pierzenie. Mamy tu jeszcze 5 lotów programowych od 100 do 300 km.

I jak to idzie: do mistrzostwa liczy się każdorazowo dziesięć pierwszych gołębi, z gołębi wyznaczonych.

Tak więc, liczy się 10 z 16 i 10 z 96. Kto jest mistrzem, musi co tydzień lecieć absolutny szczyt. Chociaż Groenens nie biorą udziału w lotach na odcinkach dalekich z nocowaniem, nie można ich dogonić. Przewaga urosła w konkursach szczytowych w lotach poprzednich.
Byłem 16 sierpnia w Ooy przed legendarnym narodowym lotem holenderskim z Orleansu dla gołębi młodych – 525 km. jest to punkt kulminacyjny i po nim kończy się sezon lotowy gołębi młodych. Wiem, że większość hodowców holenderskich pali się do tego lotu i mogę dodać, że sadzone są tu duże ilości gołębi, kiedyś nawet 150 000 zwierząt z całej Holandii. Jak wszędzie tak i tu jeszcze wpływ na wynik może mieć miejsce położenia gołębnika.
Wróćmy do naszego głównego aktora. Sport gołębiarski jest jego życiem. Kto chce zostać mistrzem, musi walczyć i nie może się nad sobą użalać. Również nie może popełniać błędów. Każdy błąd sporo kosztuje. Przegrałem ten sezon moją super gwiazdą, katastrofa! Najchętniej wszystko by rzucił. Jednak jest to nie możliwe, trzeba iść dalej. Inne gołębie nie mogą z tego powodu cierpieć, bo można od nich wiele oczekiwać. „Dalej zatem pracuję z moimi gołębiami i dla nich”. Przy tym nie można zapominać o jego sportowej przyjaciółce, ponieważ bez niej nie byłoby mistrzostw. Kiedy ostatniej soboty gołębie Joopa przyleciały z trudnego lotu 320 km do domu, po godzinie zostały wymasowane w ciepłej i słonej wodzie by szybko doszły do swego normalnego poziomu. One następnego dnia znowu trenowały jakby się nic nie stało.
Joop Groenen jest nie tylko człowiekiem odnoszącym sukcesy. On posiada ogromną wiedzę która jest do dyspozycji innych w formie rad. Jest urzędowym doradcą holenderskiego związku gołębia pocztowego. Z tego tytułu otrzymuje on wiele telefonów z całej Holandii. Radzi swą wiedzą innym hodowcom, a jego pomysły przeradzają się u innych w sukcesy i w ten sposób Joop zostaje „ojcem chrzestnym” .... brawo, Joop!
I co jeszcze zanotowałem? Cytuję te rzeczy:

Więc dobre gołębie są niżej niż (pilny?) hodowca. Kiedy gołębnik nie jest w porządku, to spostrzega dobry hodowca. Dobry gołębnik jest tylko wtedy dobrym, kiedy sam hodowca czuje się w nim dobrze, kiedy nie czuć tam gołębi. „Gdybym ja, Joop Groenen miał 100 % pewności rozpoznania dobrego gołębia, nie musiałbym pracować w gminie lecz byłbym milionerem. Sport gołębiarski to coś więcej niż tylko karmienie, prace porządkowe w gołębniku i lotowanie przy latach dobrych, jednak także są i lata złe. Gwarancja przy hodowaniu? Gwarancja może być np. na nowy rower, odnośnie gołębi niestety nie.”
Kto trzyma gołębie z wielu gołębników, nawet przy dobrze prowadzonym gołębniku, kupuje zawsze także ryzyko związane ze zdrowiem, a właściwie z jego brakiem. Dobry gołębnik, musi długo zatrzymywać ciepło. Zimno trzeba odrzucić bo związane jest z wilgocią. Do budowy gołębnika potrzebne są stosowne materiały: drewno, prasowane kartony, preparaty gliniane. Szczyt otwarty, okna z podwójnymi szybami co utrzymuje ciepło.
Kto ma jeszcze dalsze pytania, można sądzić, że jak wybierze się do Ooy-Nijmegen to spotka tu otwartego, uprzejmego, gotowego do informacji hodowcy klasy specjalnej. Klasa specjalna jest wygórowana? W książkach Nebela figuruje, że w 8 latach Joop zdobył 142 x 1 konkurs. Nie są to zwycięstwa dublowane ... Okazałe osiągnięcie! I to idzie! Z 16 wdowcami!

Na zakończenie jeszcze trochę spraw ogólnych.

Czy u ciebie jest takie odczucie, drogi kolego, że trudności wzrastają, kiedy wielkość zasobów zbliża się do liczby 100 i więcej ptaków? A to jeszcze niektórzy uważają, że to wcale nie dużo. Czy staliśmy się wariatami w dosłownym tego słowa znaczeniu? Czy jesteśmy amatorami, spędzającymi przy naszym hobby wolny czas? Czy jesteśmy ślepi? W rozmowach wielokrotnie przewija się stwierdzenia, że normalnym jest stan 250 gołębi. Do tego dochodzą jeszcze gołębie młode, włos się na głowie jeży! Nie sądzę by normalność miała polegać na absolutnym obłędzie. Kiedy teraz zapytuję przeciętnego hodowcę co różni tych z sukcesami od tych bez sukcesów, odpowiedzi brzmią w większości wg następującej kolejności:
1.portfel – on ma pozwolić: kupić drogie gołębie, wybudować świetne urządzone gołębniki i zatrudnić pracującego tam opiekuna.
2.lodówka- w której stoją wszystkie właściwe środki.
3.moc drużyny od 80 do 90 lub jeszcze więcej ptaków podróżnych.
I teraz samotnie walcz przeciw temu!
Dalsze punkty już nie są tak ważne, nad tymi: właściwe gołębie, doskonale funkcjonujący gołębnik i rola w nim hodowcy. Jednak kto jest wystarczająco samokrytyczny, kto z chęcią pracuje we własnym gołębniku? Prosto byłoby dodać jeszcze na tym miejscu, piękną widzę przyszłość, licząc czynny czas, bez którego zasadniczo nie ma już miejsca na powodzenie. Nic co ludzkie nie jest mi obce.
Nie ma co taić, że zawsze mam dużą wątpliwość co do właściwego rozwoju obu ostatnich dziesięcioleci. Pokazuje to opadająca liczba członków i zwiększone obciążenie pojedynczego hodowcy. Naturalnie są także wyjątki.

Galeria:




Opracował: M. Kościelniak (2009)

Powrót do menu